Są takie dni pod koniec sierpnia, kiedy lato jeszcze trwa, ale zaczyna się zachowywać tak, jakby powoli szykowało się do odejścia. Słońce wciąż potrafi mocno przygrzać, lasy są zielone, a wieczorami można jeszcze długo siedzieć na zewnątrz, jednak w powietrzu pojawia się coś nowego. Wieczory przychodzą odrobinę szybciej, poranki są chłodniejsze, a światło staje się miękkie i złote. Jura w ostatnich dniach wakacji ma zupełnie inny charakter niż w czerwcu czy lipcu.
Na szlakach robi się spokojniej. Niektóre miejsca, które jeszcze kilka tygodni wcześniej tętniły życiem, zaczynają pustoszeć. Z parkingów znikają samochody, z leśnych dróg powoli znikają rowery, a na skałach coraz rzadziej można spotkać wspinaczy. Zostają za to lasy, wapienne ostańce, stare zamki i ścieżki, które nie przejmują się tym, czy właśnie trwa sezon wakacyjny. Chyba właśnie wtedy najlepiej poczuć prawdziwy charakter Jury. Pod koniec sierpnia wystarczy wybrać się gdzieś późnym popołudniem. Nie trzeba planować wielkiej wyprawy. Wystarczy krótki spacer leśną drogą, podejście pod samotną skałę albo zatrzymanie się na chwilę przy jednym z jurajskich zamków. Słońce zaczyna powoli schodzić niżej, cienie wydłużają się na ścieżkach, a pomiędzy drzewami pojawia się charakterystyczne, wieczorne światło. W takich chwilach Jura przypomina o tym, że jej historia nie kończy się na sezonie turystycznym.
Te skały były tutaj na długo przed nami. Te same lasy pamiętały inne pokolenia, inne drogi, inne wsie i inne historie. Zamkowe ruiny, które dziś fotografujemy podczas letnich wycieczek, kiedyś były miejscami pełnymi ludzi. Leśne ścieżki, którymi przechodzimy podczas niedzielnych spacerów, przez setki lat prowadziły mieszkańców między wsiami, polami i gospodarstwami.
Pewnie właśnie dlatego pod koniec wakacji tak łatwo wpaść na Jurze w nostalgię. Koniec sierpnia zawsze przypomina trochę o przemijaniu. Jeszcze niedawno planowaliśmy wakacyjne wyjazdy, szukaliśmy miejsc na weekendowe spacery, oglądaliśmy prognozy pogody i zastanawialiśmy się, gdzie tym razem pojechać. A teraz nagle okazuje się, że dni są krótsze, dzieci wracają do szkoły, urlopy się kończą, a kalendarz zaczyna niebezpiecznie szybko zbliżać się do września.
Jura jednak pozostaje taka sama, może tylko trochę cichsza. Wrześniowa Jura ma w sobie coś niezwykłego. Lasy zaczynają powoli zmieniać kolor, poranki pachną wilgocią, a mgły częściej zatrzymują się pomiędzy wzgórzami. Z czasem pojawiają się pierwsze żółte liście, a jesień zaczyna bardzo nieśmiało zaznaczać swoją obecność.
Ale zanim to nastąpi, jest jeszcze ta krótka chwila pomiędzy latem a jesienią. Ostatnie ciepłe popołudnia. Ostatnie długie wieczory. Ostatnie spacery bez kurtki. Ostatnie wycieczki, podczas których człowiek wraca do domu dopiero wtedy, kiedy zaczyna robić się naprawdę ciemno. Może właśnie dlatego koniec wakacji jest dobrym momentem, żeby jeszcze raz ruszyć na Jurę. Bez pośpiechu. Bez odhaczania kolejnych atrakcji. Po prostu przejść się kawałkiem szlaku, usiąść gdzieś na skale i popatrzeć na krajobraz, który za kilka tygodni będzie wyglądał zupełnie inaczej. Jura ma tę niezwykłą cechę, że nigdy nie jest dokładnie taka sama. Latem jest jasna, zielona i pełna życia. Jesienią złota i trochę tajemnicza. Zimą surowa i cicha. Wiosną znowu budzi się powoli, jakby przypominała sobie wszystko od początku. A my każdego roku przechodzimy przez te same pory roku razem z nią.
Dlatego kiedy kończy się sierpień, nie warto myśleć wyłącznie o tym, że wakacje minęły. Można pomyśleć o tym, że Jura właśnie zaczyna swój kolejny rozdział. Być może gdzieś pomiędzy szumem drzew, zapachem nagrzanego wapienia i ostatnim światłem sierpniowego słońca czeka kolejna historia. Trzeba tylko zejść z głównej drogi i jej poszukać.

Komentarze
Prześlij komentarz