Są takie dni na przełomie sierpnia i września, kiedy trudno powiedzieć, czy to jeszcze lato, czy już początek jesieni. Słońce potrafi grzać równie mocno jak kilka tygodni wcześniej, łąki nadal są zielone, a popołudnia wciąż bywają długie i ciepłe. A jednak coś się zmienia. Światło pada pod innym kątem, wieczory przychodzą szybciej, a poranki coraz częściej pachną wilgocią, chłodem i ziemią. Lato nie odchodzi nagle. Nie zamyka za sobą drzwi ostatniego dnia sierpnia. Wycofuje się powoli, niemal niezauważalnie. Najpierw milknie część ptaków. Później nad polami pojawiają się pierwsze nitki babiego lata. W sadach ciężkie od owoców gałęzie pochylają się coraz niżej, przy drogach czerwienieją jarzębiny, a na skrajach lasów można już znaleźć pierwszy liść, który zdecydował się zmienić kolor wcześniej niż pozostałe. Jeszcze niedawno wydawało się, że przed nami całe lato. Czerwcowe wieczory zdawały się nie mieć końca, lipiec pachniał nagrzanym lasem, a sierpień przyniósł dojrzał...